Zjecie go tylko do wtorku, 21 marca br., w Osterii Bellanuna (Rzeszów, ul. Moniuszki 4). Byłam pewna, że o kremie z dyni wiem wszystko. Że zjadłam już wszystkie możliwe jego opcje. Otóż myliłam się; właśnie dzisiaj delektowałam się jego najszlachetniejszym wariantem, któremu przyznałabym natychmiast gwiazdkę Michelina. Kolor, gęstość/esencjonalność nie podlegała dyskusji. Ten cudowny, pomarańczowy creme de la creme krył w swoim środku… marynowany imbir, morelę i krewetkę. Pazur gingera kontra słodycz suszonego owocu! Co za zaskakujące, zadziwiające smakiem, efektowne połączenie.
Szef Kuchni, Patryk Żołnowski, wyniósł tym samym dynię – do niedawna traktowaną z lekceważeniem - do rangi mistrzowskiego, pożądanego dania. Dla mnie mógłby to być z powodzeniem deser, wisienka zwieńczająca wysmakowaną ucztę. Bo taką właśnie w Osterii jadłam; przystawka z gotowanych na parze muli, potraktowanych sous-vide w kwaśnym maśle. Plus tak samo przygotowana ośmiorniczka, ale w czerwonym winie. Całość podana w łososiowym bulionie, z kulkami ziemniaków. Pracochłonna zabawa, ale jaki efekt końcowy! Danie główne też mnie zachwyciło: halibut marynowany w mleczku kokosowym, zaserwowany z brokułami i wstążkami - aromatycznego cytryną - kopru włoskiego, był tak urzekająco delikatny. Szukałam słów, które mogłyby to oddać, ale nie znalazłam. Tylko Wasze kubki smakowe docenią jego jedwabistą, subtelną kruchość.
Och, Panie Patryku; ugościł mnie Pan w dniu swoich urodzin, iście po królewsku. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!
Anna Drajewicz