Kilka dni temu Restauracja Wesele Hotelu Bristol (Rzeszów, Rynek 20-23) świętowała hucznie – i to zgodnie z wieloletnią tradycją prezentacji kuchni narodowych - kulinarny „Wieczór Irlandzki”.
W jego programie znalazło się to co mnie najbardziej interesowało - przygotowana przez Szefa Kuchni Arkadiusza Wejera - suta kolacja z daniami, a nawet deserem - w formie bufetu - typowymi dla kraju św. Patryka. Była muzyka irlandzka, pokaz tańca irlandzkiego wraz z jego nauką, a także specjalna oferta piw i irlandzkich drinków. Ale ja od razu poszedłem do zastawionych stołów.
Już przy bufecie zimnym było widać, że nie będą to przelewki. Irlandzka sałatka ziemniaczana to był prawdziwy cymes, idealne połączenie warzyw z dominantą ziemniaków z majonezem. Uzupełniła się z mini tostami pszennymi z pastą z makreli i kawiorem, a także zrobionym na miejscu pasztetem z baraniny z dodatkiem orzechów i ziół. Od kulek z kurczaka w panierce z krakersów i pietruszki oraz deski irlandzkich serów też trudno było się wyzwolić. A po zjedzeniu tego wszystkiego praktycznie można by na tym wieczór skończyć. Ale to był dopiero początek uczty.
W „wieczorach kulinarnych” zasada jest prosta: najpierw próbujesz wszystkiego po troszku, aby zobaczyć co najbardziej smakuje i na kolejny już talerz nałożyć rzeczywiście „food the best”. Tu był problem – wszytko było dobre. Jako typowy mięsożerca zacząłem od Shepherd’s pie czyli wyśmienitej zapiekanki pasterskiej z mięsem pod kołderką z ziemniaków. Potem był gulasz z jagnięciny, kapusty, ziemniaków, groszku i selera tworzący w całości County Cork Irish Stew. Na indyka pieczonego w cydrze z warzywami popatrzyłem i nałożyłem sobie… 3 porcje żeberek pieczonych w Guinnesie. Żałując bardzo, że mam tylko jeden żołądek skubnąłem przepysznego dorsza w sosie serowym – Cod Cobbler oraz ziemniaki pieczone z kapusta i porem – Colcannon.
Na deser popatrzyłem i podziękowałem. I już się cieszę na Wieczór Japoński, który już niebawem, bo 28 kwietnia br.