Zjedzą tutaj pyszności (Rzeszów, ul. 3-go Maja 8). Na słodko; wegańscy lodożercy - znakomite lody czekają: na przykład ananasowe(!), truskawkowe, malinowe, pełne owoców. Znacie moją słabość na tym punkcie; nikogo więc nie powinno dziwić, że rozpoczęłam od nich właśnie. A pochłonęłam tak szybko, że nie zdążyłam udokumentować zdjęciami….
Teraz – po przepysznym, lodowym aperitifie - mogłam zjeść coś konkretnego. Najpierw zupa; z dwóch proponowanych, wybrałam krem z jarmużu i groszku. Po jej podaniu, pierwszy zachwyt – cudowną, intensywną zielenią, ozdobioną dekoracyjnie czerwonymi kiełkami. A krem: poezja; esencjonalny, gęsty, wyborny. Delikatnie zakwaszony cytryną, sycący, świetnie doprawiony…. Po prostu p e r e ł k a. Szefowa Kuchni, Pani Zosia, to przemiła, ciepła, z ogromnym doświadczeniem gastronomicznym kobieta, która fantastycznie łączy tradycyjną „zapamiętaną z dzieciństwa” kuchnię (jak u mamy), z nowoczesnymi trendami sztuki kulinarnej. Brawo!
Dalej w menu Vega burger; w jego środku falafel z czerwonej fasoli i kukurydzy (przyrządzony na pikantno), warzywa, a całość przełożona sosem musztardowym. Uzupełniają go frytki i absolutnie genialny sos meksykański, własnej roboty. Och, jak mnie zachwycił; był taki, jak lubię, z pazurem ostrości, i wspaniale dosmaczał burgera. W wersji bezglutenowej podawany jest bez pieczywa.
Pamiętacie Pawlaka i jego słynne zdanie o nafaszerowanej minami ziemi, „jak dobra kasza skwarkami?” To mi się natychmiast nasunęło, gdy jadłam kaszotto ze szparagami - okraszone porami, suszonymi pomidorami i orzechami. Oczywiście kasza naszpikowana była - po kokardki - nie „wybuchowym wsadem”, ale warzywami. Na bogato - pycha!
Przypominam o codziennych zestawach obiadowych, składających się z zupy, drugiego dania oraz deseru. W dniu moich odwiedzin, w Niebieskich Migdałach serwowano krem z gruszki i pietruszki (spróbowałam - wyśmienity) oraz makaron z bobem i groszkiem.
Anna Drajewicz