Czeka na Was w Restauracji Radość (Rzeszów, Rynek 24), jeżeli tylko odwiedzicie ją w ramach wydarzenia Restaurant Week.
Szef Kuchni Maciej Pasternak przygotował na tę okazję dwa zestawy (mięsny i wegetariański), które łączą - wydawałoby się – trudne do wspólnego wykorzystania elementy: tradycję ze współczesną kuchnią, jej standardami i wymaganiami. A do tego tworzy i prezentuje przed nami dania, będące rozwinięciem starych form w zupełnie nowoczesnej formule, dokładając do tego – lekką ręką – elementy kuchni molekularnej. A każda potrawa to – malarsko – mały da Vinci, albo inny van Gogh. :)
Dwie przystawki: wątróbka na krążkach kukurydzianych z kompresowanym jabłkiem (wersja mięsna) i krążki kukurydziane z kompresowanym jabłkiem, cukinią i pesto pietruszkowym (wersja vege). Z jednej strony mrugnięcie do gościa, bo widzimy na talerzu sporo wspólnych detali, a z drugiej udowodnienie, że mając nawet prawie to samo, można pogodzić obydwie „walczące” strony. Jaroszka zajadała się chrupiącymi warzywami, a mięsożerca kwilił nad smakowitą wątróbką. A kompresowane jabłka chcieliśmy ukraść z kuchni na później, ale pilnowali za dobrze. Były po prostu cudne.
Podobny mechanizm zadziałał przy daniach głównych: policzek wołowy w kakao z łężniami bieszczadzkimi (wersja mięsna) oraz łężnie bieszczadzkie zapiekane z serem haloumi na puree z pieczonego selera i kwaśnej śmietany (vege). Łężnie to klasyka kuchni regionalnej czyli placuszki (w dużym skrócie) ziemniaczano-kapuściano-cebulowe. A w Radości nabrały trzeciego wymiaru wypełnione trudnym do zapomnienia farszem. I ten cudny widok, kiedy jaroszka z mięsożercą wymieniają się kawałkami dań z własnych talerzy – może Pasternaka wysłać na Bliski Wschód, pogodziłby wszystkich od ręki zapraszając ich do - koniecznie zastawionego – stołu.
A na poważnie to deser pogodził wszystkich, w obydwu zestawach ten sam: małdrzyki z sorbetem jabłkowym na cydrze. Cudowne placuszki serowe z dekoracją, przy której jajka Faberge to pudełka do papierosów. A smakowo? Długą chwilę bawiliśmy się nabierając na łyżeczkę z różnych stron talerza to, co było po drodze. I za każdym razem genialny smak, i za każdym razem ciut inny. Brawo Szefie!