W kuchni Grand Hotel Boutique (Rzeszów, ul. Dymnickiego 1 ) długo panowało bezkrólewie. Od kwietnia br. rządy sprawuje tu niepodzielnie Pan Mariusz, który wcześniej długo pracował w utytułowanej, najlepszej włoskiej restauracji w Anglii. Fascynację tą kuchnią wyczytać można z opracowanej przez niego karty; wnikliwy smakosz dopatrzy się też inspiracji francuskich i hiszpańskich. Byłam bardzo ciekawa, jak „smakuje” nowy Szef Kuchni.
Zaczęło się super: akurat w dniu mojej wizyty zupą dnia był krem z bakłażana. Uwielbiam to warzywo, szczególnie jesienią. Na stół wjechała - kolorem przypominający krem z borowików - pięknie podana, przetworzona oberżyna, o głębokim, wyrazistym smaku; fenomenalnie zwielokrotnionym! Jak on to zrobił? Wyobraźcie sobie skondensowanego bakłażana; esencje z esencji – tak intensywny był smak tej gruszki miłości. Coś takiego jak keczup. Ugotowana oberżyna przy degustowanym kremie wydaje się być zupełnie „bezpłciowa”.
Jeszcze nie wyszłam z zachwytu nad pierwszym daniem, a już drugie – sałatka szefa – rozłożyła mnie na łopatki szerokim wachlarzem składników; ich smaku, aromatu i zapachu. Na kompozycji sałat pyszniły się między innymi chipsy z bekonu i buraczków, obficie posypane orzechami, z dodatkiem koziego sera. Skropiona została „od serca” wyśmienitym(!) dresingiem miodowo-musztardowym. Ta znakomicie dobrana zaprawa okazała się clou tego specjału; to bodaj najlepsza z degustowanych przeze mnie sałatek. Godne podkreślenia są użyte w niej włoskie orzechy - świeże i dobrej jakości; to rzadka rzecz w tego typu potrawach.
Po tak wybitnym daniu postawiłam na prostotę; spaghetti aglio olio, klasyczną włoską strawę. Chyba zbyt prostą, w zderzeniu z poprzednią…. Owszem, makaron zanurzony w dobrej jakościowo oliwie, przyprawiony świeżym czosnkiem i natką pietruszki, z ostrym pazurem chilli poprawnie smakował ale,… brakowało mi czegoś. Chyba trochę za mało zieleniny, bo smak nie był zdecydowany – taki trochę rozmyty.
Kolejne danie nasyciło oczy, urzekło już na wstępie pełnym uroku wyeksponowaniem na talerzu. Selekcja dwóch filetów rybnych (dorsz i łosoś) z owocami morza, miało piękną oprawę. Ciasteczko z ziemniaków w mundurkach, ze świeżymi ziołami, zrobiło na mnie wrażenie - niespotykanym dotąd ujęciem kartofla. Na pewno podkręciło i ożywiło zwyczajową lekką mdłość morskich żyjątek.
Czekało mnie jeszcze jedno przyjemne zaskoczenie. Deser w postaci puszystego torcika sernikowego, podany w formie gałki lodów, smakował jak wyśmienite lody śmietankowe na ciepło. Myślę, że to znakomita alternatywa dla lodowych specjałów na okres jesienno-zimowy. Podany z musem owocowym, wspaniale podkreślającym walory serowego specjału. Szef Kuchni jest pasjonatem, a tacy rokują nadzieję na wysmakowane, nowatorskie potrawy. Rozmawialiśmy dużo o jego planach i chociaż jest emocjonalnie związany z kuchnią włoską, to myślę, że nie raz nas jeszcze zaskoczy, odejściem od utartych schematów.
Anna Drajewicz