Przejeżdżałem koło niej często, raz nawet zaszedłem, ale po zerknięciu do wnętrza już nawet nie musiałem sprawdzać menu. Adres lokalu w Rzeszowie przy ul. Sikorskiego 182 był poza kręgiem moich zainteresowań.
Od miesięcy trwają roboty na ul. Sikorskiego, więc odpuściłem sobie tę trasę. A tu nagle dzwoni do mnie Małgośka i pyta czy nie opisałbym tej drewnianej karczmy. Na moje stwierdzenie, że to mordownia smaku usłyszałem, że mam nieaktualne wiadomości, że Karczma Białą zwana od nazwy dawnej wsi pomiędzy Rzeszowem a Tyczynem i od koloru dominującego w jej wnętrzu ma nowego właściciela, jest po remoncie i ma super szefową kuchni, a jedzenie place lizać.
No zapakowałem siebie i Marcina Purgacza do auta, a właściwie to ja dosiadłem się do niego i pojechaliśmy. Wewnątrz ładnie, czysto, pachnie – kolor drewna i bieli dominuje w wystroju. Widać od razu, że kobiety karczmą rządzą, bo wszędzie pomysłowe drobiazgi, estetyczne gadżety.
A co z jedzeniem?
W menu dań sporo, ale też i nie za dużo. Jest w czym wybierać. Nauczony, że o kuchni najlepiej świadczy spróbowanie żurku zacząłem od… zupy gulaszowej po naszemu. Sycąca i smaczna. Potem żurek a właściwie żur podkarpacki na własnym zakwasie z wędzonką, kiełbasą wiejską, boczkiem, grzybami i jajem. Talerz prawie, że wylizany i na koniec – z ciekawości - kapuśniak na wędzonce z żeberkiem. Dobry i niech tak zostanie.
Potem na stół wjechały główne dania. Zauroczony nazwą - „pierogi ze smażonymi ziemniakami i skwarkami” - zacząłem od nich. Przepis podobno z mazowieckiego, ale danie super. Zaskakuje strukturą, smakiem, oryginalne po pachy. Porcja wystarczy do najedzenia. Numer dnia bez zarzutu.
Gdy dostrzegłem kolejne danie w karcie: zraz z karkówki po polsku nadziany ogórkiem, marchewka i cebulą w sosie własnym nie chciałem wierzyć własnym oczom. Zrazy po chłopsku to już rzadkość. A po zjedzeniu nie mogłem się nachwalić jakości i mięsa i sosu. Danie jak u mojej mamy – odżyły wspomnienia. A propos sosów – widać generalnie, że kuchnia robi je perfekcyjnie. Przygotowywane na miejscu, bez „wzmacniania” i dróg na skróty czyli z torebki. Przekonałem się o tym przy kolejnym daniu - bitkach schabowych w sosie kurkowym. Ten ostatni został prawie, że wylizany, było dyskretnie – obsługa nie zauważyła.
Porcja pierogów z soczewicą, kapustą kiszoną, suszonymi grzybami i sosem pieczarkowym zniknęła szybciej z talerza niż się pojawiła na stole. Sezon grilla więc trudno było nie zamówić karkówkę grillowaną, marynowaną w ciemnym piwie i szałwii, podaną z masłem z pieczonym czosnkiem i ziołami. To danie będziemy jeszcze nie raz testować odwiedzając karczmę, na długo pozostanie w naszych kubeczkach smakowych.
Uwielbiam kaszankę więc z niecierpliwością czekałem na rzadkie w regionie gołąbki z kaszanką w czerwonej kapuście. I tu był zgrzyt - czekałem na smak w ustach mojej ulubionej kaszanki, ale go nie było – zbyt mocny sos i kapucha przykryły go zupełnie.
Pierwsze spotkanie z nowym lokalem i radość, że Karczma Biała pojawiła się na mapie gastronomicznej Rzeszowa. Widać wyraźnie, że stawiają na tradycyjną kuchnię, ale z nowym na nią spojrzeniem. I poczuć można na języku, że kucharze gotują tu z wyczuciem smaku i pasją.