Zawsze z wielką radością goszczę w Osterii Bellanuna (Rzeszów, ul. Moniuszki 4), której Szef Kuchni Patryk Żołnowski ma niesamowitą intuicję i „szósty zmysł kulinarny”, pozwalający mu stworzyć na talerzu istne cuda. Takie rzeczy doświadczysz tylko u luminarza – pasjonata. Dlatego właśnie wchodziłam do Osterii z wielką ciekawością małego dziecka; jakie horyzonty kulinarne będę dziś eksplorować? Czym Szef Kuchni mnie zaskoczy?
Och, i zadziwił i zachwycił..... i to w jakim stylu! Po raz pierwszy miałam obawy, czy będę w stanie słowami oddać wyjątkowość i wielowarstwowość konotacji wszystkich potraw! Ich wachlarza subtelności, całej palety barw smakowych i gwiazdorskich połączeń…
Już pierwsza odsłona – chłodnik ze szparagów – zasłużył na miano creme de la creme. Przede wszystkim warzywo było znakomitej jakości, a zanim stało się aksamitnym kremem – w połączeniu z serkiem marscapone - zostało poddane specjalnej obróbce (kluczową rolę odegrała tu szalotka). Dzięki niej szparagi zachowały intensywną głębię i wyrazistość. Ich obłędny smak został jeszcze uwypuklony niezwykłą – wyczuwalnie inną - słonością soli wędzonej (!). Zatopione w chłodniku, błyszczące kostki lodu podkreślały, z jaką zupą mam do czynienia. Ostatnia jej nuta wybrzmiała delikatnie - cytryną.
Sałatka z kurczaka: z soczystą, zieloną rukolą i Grana Padano, prezentowała się szalenie efektownie; mięso zostało pomysłowo podane, w kształcie przypominającym dębowe beczułki – i konsekwentnie w tym klimacie - „zabejcowane” na brązowo. Na tle tego koloru fantastycznie jawiły się (wizualnie cudo) czerwone ożywczą świeżością, truskawki. Wesoło trzaskały, między zębami, ich liofilizowana wersja: malinowe kuleczki. Wow, jak smakowało to danie – brak mi słów; powiem tylko chapeau bas, Panie Patryku!
Deser, niby żadna rewelacja: znane już u nas powszechnie, tiramisu, ale... jak zwykle diabeł tkwił w szczegółach. A ten tutaj schował się w jakże w y b o r n y m kremie, biszkoptach niemożebnie mocno nasączonych kawą, posypkach czekoladowo-kakaowych, wzbogaconych dodatkowo krążkami gorzkiej czekolady. Nieprzyzwoicie rozkoszna, pełna słodkiej pokusy, delicja. Kiedy niespiesznie celebrowałam każdą jej łyżeczkę – a podbiłam jeszcze esencję smaku wielce aromatycznym espresso - podziwiałam krzątającą się za szybą załogę mistrza Patryka; jak w uhonorowanej światowymi nagrodami orkiestrze, każdy wiedział, co do niego należy; sprawnie kroił, siekał, podrzucał na patelni…. Oni też mają swój ogromny udział w niewątpliwym sukcesie Dyrygenta. Jeżeli jest niebo kulinarne, to ja niewątpliwie tam byłam.
Anna Drajewicz